Zapomniana leśna wioska

Zapomniana leśna wioska - Bielawa Dolna.

Tekst umieszczony na tablicy w Kafejce Młynowej.

Przyłączamy się do apelu o poszukiwanie archiwalnych zapisków o przeszłości naszej wsi.

 17.  Zobacz mapę

Tablica - Bielawa Dolna

 

Przejdźmy do tekstu tablicy:

   Na tropie historii i dziejów tego niezwykłego miejsca. Pierwszy krok został zrobiony! Ta tablica ma być początkiem zbioru wszelkich informacji o przeszłości Bielawy Dolnej. Niestety podczas zamieszania ostatnich dni wojny zaginęły prawie wszystkie historyczne wzmianki. Dlatego też nieustannie poszukujemy starych dokumentów. Ktokolwiek może nam pomoc, proszony jest o kontakt z Robertem Błażejczakiem, tel.: 0048 78 3076053 lub Jurgenem Bergmannem, tel.: 0049 170 8372502.
Prosimy zatem o wyrozumienie że nadmieniamy niniejszym tylko nieliczne perypetie z burzliwej przeszłości tego miejsca, na dodatek w zupełnie przypadkowej kolejności. Skupimy się głównie na tematach, które miejmy nadzieję zainteresują wielu mieszkańców i gości.

Cytat z artykułu gazety, która ukazała się w Goerlitz ok. 1920 roku:

  Życie i zwyczaje we wsi Bielawa Dolna w Borach Dolnośląskich - czyli dawno dawno temu.. Romantyczne położenie - Trudy walki o przetrwanie - Wspomnienia dawnych czasów - Najazd Francuzów i żołnierzy - Klęska powodzi.

   Na północy naszego regionu nad Nysą, na trasie kolei Falkenberg, pomiędzy Węglińcem a Horką, leży Bielawa Dolna. Choć należy do największych wsi regionu - z 1147 mieszkańcami - znana jest tylko nielicznym, gdyż położona jest na peryferiach dużych dróg komunikacyjnych pomiędzy rzeką Bielawką prawym brzegiem Nysy. Bielawa Dolna to wieś położona w samym sercu Borów Dolnośląskich. Wiele pracy kosztowało mieszkańców wyrwanie puszczy ziem pod uprawy ziemi. Poza regionem NeiBeaue spotyka się tu jedynie nieurodzajne gleby piaszczyste. Dlatego też nie znajdziemy tu wielkich majątków, jakie spotykamy na żyznych ziemiach na południu naszego regionu, tylko domki i gospodarstwa małorolne. Ponieważ ziemia jest tu raczej uboga, większość właścicieli musi każdego dnia chodzić do regularnej pracy, podczas gdy kobiety z dziećmi troszczą się o gospodarstwo. W samej Bielawie Dolnej tylko nieliczni są zatrudnieni w tartaku Schramm A Co., w górnołużyckich Zakładach Ceramicznych Oette i Ku'hn oraz przy produkcji kafli ceramicznych do pieców Neumanna. Większość jeździ do Pieńska, gdzie znajdują zatrudnienie jako szklarze, ślusarze czy budowlańcy. Inni natomiast pracują przy wycince w lesie lub jako górnicy w kopalni odkrywkowej w Goerlitz. Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej, aktywność budowlana mieszkańców nie ma końca i znów jesienią kolejni właściciele dumnie prezentują kolejny przytulny mały domek. Pomimo nieurodzajnej gleby oraz utrudnionych warunków pracy, mieszkańcy Bielawy Dolnej pozostają wierni swojej wsi.

   Jeśli chodzi o krajobraz wieś może konkurować z innymi miejscami w naszym regionie. Piękno Puszczy Zgorzeleckiej może docenić tylko ten, kto niejednokrotnie ją przewędrował. W połowie drogi do kopalni przy Skałkach znajduje się malowniczy staw Krusza, słusznie nazywany przez mieszkańców "bajecznym stawem", ponieważ skryty jest pośród sosnowych zagajników. Dalej na lewo, pośrodku lasu sosnowego skrywa się Staw Rygle z imponującymi stanowiskami buków. Jest to tzw. Buczyna Bielawska. Poprzez Neisseaue wiedzie przepiękny szlak, zwany dawniej Taunigt, wiodący od nadleśnictwa Prędocice, aż po jaz na rzece w Prędocicach. Droga wiedzie nas pomiędzy wysokimi brzozami, wzdłuż Starej Nysy, aż po rozwidlenie spiętrzonej Nysy. Wyraźnie można tu dostrzec trzy tarasy, które dla geologów są niezastąpionym źródłem informacji o powstaniu doliny Nysy.

   Bielawa Dolna jest z historycznego punktu widzenia jedą z najstarszych wsi Śląska. Jest to stara okolnica Wendow, której kształt jest dziś jeszcze wyraźnie rozpoznawalny. W starych skryptach pisano o niej jako "Bielawa Wendów" i dopiero w 16-tym wieku zaczęto nazywać ją. "Bielawą należącą do Pieńska". Na tzw. dobrach górniczych, prawdopodobnie w Tann"t", zostały odnalezione, jak głosi pewna stara kronika, "pod starymi lipami i dębami, spiralny przypominający kształtem ślimaka, zwój, pokrywka z podwójnymi uchami, oba z brązu, pokryte drobną rdzą, jak również prymitywna urna". Legenda głosi też, że stała tam kaplica, którą opiekował się proboszcz z Rothenburga.

   W roku 1666 po raz pierwszy został wybrany właściciel szkoty, Job Friedrich. Po rozdzieleniu od Pieńska, Job Friedrich został mianowany pierwszym dyrektorem szkoły w Bielawie Dolnej. Zmarł w roku 1686. Od tego czasu posiadamy dokładny spis nauczycieli, którzy działali w tamtejszej szkole. Ponieważ dotychczasowy budynek szkolny był zbyt mały, w roku 1857 zajęto nowy budynek. Liczba uczni rosła z roku na rok, zatem w roku 1863 utworzono dodatkowe miejsce pracy. 13 października 1902 roku zajęto w kolonii kolejny budynek szkolny. Zanim to nastąpiło, dzieci te musiały chodzić do szkoły wiejskiej.

   W latach 1771-1772, podczas klęski głodu, mieszkańcy wsi znacznie ucierpieli. Jedna z krów zmarła w przeciągu 24 godzin w skutek licznie pojawiających się guzów. Ropne guzy zostały rozcięte i położono na nie plastry cebuli. "Dzięki temu", jak pisze kronikarz, "z pomocą Boga krowę przywrócono do życia". Ale spotkało nas jeszcze większe nieszczęście. W roku 1774, 25 lipca, rano, kwadrans przed ósmą, podczas dni Jakuba, spalił się kościół wraz ze szkołą i 23 domostwami z gospodarstwami, w wyniku czego całe centrum wsi uległo doszczętnemu spaleniu". (Kronika Kościelna)

   Po pożarze zupełnie zmienił się obraz wsi. Większość nie zdecydowała się na odbudowę swoich domostw po tej samej stronie, tylko przenieśli swoje gospodarstwa poza teren wsi, w pobliże swoich włości. Tak powstały Schmeidigt, Bruch, Tannigt oraz Sauhubel, dzisiejsza kolonia Bielawy Dolnej. Słusznie zatem mówi się dziś o Bielawie "o siedmiu rogach".

   Bielawa ucierpiała również podczas walk Napoleońskich. Kroniki z roku 1807 donoszą.: ,,29 stycznia na tutejszą wieś zostały nałożone francuskie kontrybucje wojenne. 1916 talarów, 17 srebrników, 6 fenigów, z czego połowa miała być dostarczona danego dnia". W kronice czytamy o francuskim generale brygady von Andenarde: "Lezat 15.08.1812 w probostwie, gdzie splądrował komodę z bielizną".

   Interesujący zdaje się być zapisek z 15 września 1813 roku: "Niektórzy żołnierze przybyli z Pieńska i żądali dostawy, byli prześladowani przez mieszkańców sąsiednich gmin a jeden z nich został schwytany i wrzucony do urzędu gminy, gdzie przetrzymywany był w skandalicznych warunkach. W tym czasie pozostali żołnierze ściągnęli pomoc z Pieńska i w krótkim czasie pojawiła się w odwecie cała chmara żołnierzy. W swojej złości, wkraczając do wsi, zasztyletowali stojącego w drzwiach gospodarza Joba Sottlieba Bessera pod numerem 72. Gminni buntownicy ukryli się co prawda, ale daremnie, gdyż żołnierze znaleźli ich mimo to, związali i zaciągnęli do Węglińca, gdzie mieli zostać powieszeni. Było ich siedmiu a nazywali się: 1. Grunder, właściciel fabryki, 2. Krausche, rolnik, 3.Schmidt, rolnik, 4. Sustav Besser, mtynarz, 5. Hbhne, gospodarz, 6. Schutze, rolnik, 7. Besser, rolnik.
Na wyraźną prośbę żony proboszcza Węglinca i dzięki obietnicom, które co prawda złożyła komendantowi, ale niemożliwe byłoby ich spełnienie, jeńcy zostali uwolnieni i życie zostało im zwrócone, dzięki czemu mogli szczęśliwie wrócić do swoich bliskich. Żonę proboszcza trzeba było ukryć w drewnianej sążni, by ochronić ją przed gniewem komendanta. Natomiast siedmiu schwytanych i zaciągniętych do Węglińca mężczyzn, otrzymało później z polecenia senator SeiBler pokaźną nawiązkę. za wyrządzone krzywdy od samego rosyjskiego cara". (Kronika Kościelna)

   W nawiązaniu do historii naszego kościoła należałoby jeszcze wspomnieć, że po pożarze w 1774 roku kościół został ponownie kompletnie odbudowany. Co prawda dopiero w roku 1776 rada miasta Goerlitz wbudowała ołtarz i ambonę oraz ufundowała organy.
Gmina, doszczętnie zniszczona przez pożar, mogła odbudować dom boży zaledwie skromnymi środkami. Dopiero dobre 100 lat później można było dobudować wieżę kościoła. 17 października 1897 roku uroczyście poświęcono nowo wybudowaną wieżę kościoła.

   Pomimo uroczystości poświęcenia kościoła rok 1897 był dla mieszkańców Bielawy Dolnej dość tragiczny. 28-30 lipca wieś naszą nawiedziła straszliwa powódź. W krótkim czasie przybrało 4 metry wody i wieś do połowy stała pod wodą. Gniewny Most został całkowicie zatopiony a most we wsi Zentendorf został porwany z wodą, Potworne ilości wody podmyły kamienny przejazd kolejowy. Oddział głogowskich saperów wysadził most w powietrze i położył most dla pieszych, ponieważ do czasu budowy nowego mostu ruch kolejowy na moście musiał odbywać się z przesiadką. Jeszcze dziś w czasie roztopów dotykają nas bardzo często powodzie.
W roku 1926 wylew z Nysy spustoszył pola w Aue. Ogromne ilości jedzenia zostały po prostu zabrane z wodą.

   W roku 1896 w Bielawie Dolnej powstała stacja kolejowa. Jednakże od tego czasu nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu palą się lampki, tak ostrym światłem, że podróżni wieczorami porażani są oślepiającą łuną. Numery peronów i torów są już niewidoczne. Również wzdłuż ulicy przy przejściu kolejowym, która prowadzi od kościoła po Pieńsk, palą się mało widoczne lampki naftowe. Zadziwiające, że po dziś dzień nie wydarzył się żaden poważniejszy wypadek. Mieszkańcy Bielawy Dolnej ożywają na samą myśl o dworcu i mają tylko jedno życzenie: "Niech znowu zapali się światłość".

   Tylko nieliczni wiedzą, że malarz Christoph Rathe, który w 1800 roku malował okazałe obrazy w tamtejszym Goerlitz, pochodził z Bielawy Dolnej. Górnołużycka hala pamięci posiada dużą liczbę jego wspaniałych obrazów, które niestety z braku miejsca nie mogły być powieszone ku radości publiczności.
Karl Voter, nauczyciel.

Tablica - Bielawa Dolna